Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv

Jacek Pulikowski – odpowiada

Jak radzić sobie z kryzysem małżeńskim spowodowanym brakiem pracy męża i niemożnością utrzymania rodziny przez mężczyznę?
Bożena
Problem utraty pracy przez męża jest bardzo poważny, czasem dramatyczny. Wbrew pozorom, wcale nie chodzi wyłącznie o problem finansowy. Dla wielu mężczyzn fakt, że są głównym żywicielem rodziny, odpowiedzialnym za jej byt materialny, jest podstawowym elementem poczucia własnej wartości i ważności dla rodziny.
Czasami mężczyzna (zwykle o zaniżonym poczuciu własnej wartości) nadmiernie eksponuje fakt, że to on zarabia na życie. Zdarzało mi się spotykać w poradni mężów, którzy kazali żonie rozliczać się szczegółowo na piśmie z każdej wydanej złotówki, a nawet takich, którzy pogardzali żoną dlatego, że nie przynosi do domu pieniędzy (cytat: „Beze mnie byłaby zerem. W rynsztoku by skończyła.” Dotyczyło to żony, która prowadziła dom oraz wychowywała czwórkę dzieci w naprawdę trudnych czasach).
Jednak ten właśnie element roli męża i ojca (zarabianie na życie) jest powszechnie znany i rzadko negowany. Zdarzają się co prawda mężczyźni żądający od żon, by oprócz prowadzenia domu i całodobowej opieki nad dziećmi na równi z nimi łożyły na utrzymanie domu. Są to jednak na szczęście rzadkie przypadki.
Niestety, mężczyźni nieczęsto zdają sobie sprawę z tego, że praca zawodowa służąca rodzinie to zaledwie jedna z czterech podstawowych funkcji mężczyzny, męża, ojca.Wymienia te funkcje Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Familiaris consortio: odpowiedzialność za życie poczęte, udział w wychowaniu, praca zawodowa i przykład dojrzałej postawy chrześcijańskiej. Powyższe funkcje nie są nawet uświadamiane przez wielu mężczyzn, nie mówiąc już o ich przykładnym wypełnianiu. Jest to, nawiasem mówiąc, podstawowe źródło słabości rodziny, objawiające się rozwodami, zdradami, zagubieniem dzieci…
Gdyby mężczyzna wypełniał dobrze wszystkie cztery funkcje, to załamanie jednej z nich (przez utratę pracy) nie negowałoby jego wartości jako męża i ojca. Gdy jednak praca i utrzymanie rodziny jest jedyną funkcją poprawnie przez niego wypełnianą, to utrata pracy jest tragedią stawiającą pod znakiem zapytania nawet… sens życia. Przesadzam? Naprawdę nie! Znam przypadek samobójstwa męża nie mogącego żonie i czwórce dzieci zapewnić nawet jedzenia. Oczywiście nie taka powinna być reakcja prawdziwego mężczyzny, który do utraty tchu powinien walczyć o rodzinę, ale w tym przypadku taka właśnie była.
W latach 60-tych ubiegłego stulecia wydarzyła się następująca historia: zobaczyłem ojca kolegi szkolnego (liceum) bez obrączki. Pytam – co się stało? Ojciec sprzedał, bo nie było na chleb. Głupio mi się zrobiło za moje wścibstwo, ale wywiązała się poważna, serdeczna rozmowa. Kolega opowiedział, że ojciec (wyższe wykształcenie) chodził na „wolne tory”, by dorabiać rozładowując łopatą węgiel z wagonów. Ponadto regularnie oddawał krew za pieniądze, by wyżywić rodzinę i by dwaj dorastający synowie mogli się uczyć.
Przeżywamy niespotykany dotychczas kryzys męskości, wyrażający się głównie zanikiem męskiej odpowiedzialności, nie mówiąc już o zaniku męstwa i ducha walki za powierzonych sobie podopiecznych w rodzinie (żona i dzieci).
Co robić? Na poziomie najszerszym (społecznym) – przywrócić sensowną wizję męskości (nie Piotruś Pan czy playboy) oraz stworzyć system wychowawczy, atrakcyjny dla chłopaków. Na poziomie rodziny – powracać do wypełniania wszystkich męskich funkcji i doceniania mężczyzn przez żony. Tu jest dla Pani, Bożeno, największe pole do popisu. W mężczyznach drzemią ogromne pokłady niespełnionych możliwości, które może uruchomić podziw (nawet trochę na wyrost) ukochanej kobiety – żony. Dla podziwu w oczach kobiety, mężczyzna jest gotów nie tylko „dać krokodyla”, ale nawet pokonać bestię własnego egoizmu. By to mogło się stać, trzeba zaprzestać bezsensownej rywalizacji damsko męskiej, powrócić do (tak bardzo polskiej) szarmanckości i gestów szacunku dla kobiet. By małżonkowie mogli się szczerze zaprzyjaźnić, a z czasem nawet… pokochać.
Wówczas mąż, który straci pracę, nie usłyszy od żony, że jest niedojdą i nieudacznikiem, lecz otrzyma takie wsparcie psychiczne, że będzie miał energię oraz zapał do niezłomnej walki o byt rodziny. I oczywiście pracę, lub choćby czasowe źródło zarobkowania znajdzie… bo będzie mu się chciało chcieć.
ps. Utrata pracy, jako obiektywne źródło problemów, może stać się okazją do pogłębionej refleksji nad życiem, światem wartości, wiecznością i wiarą w Boga. Jeżeli będzie impulsem do prawdziwego nawrócenia, to w ostatecznym rozrachunku życiowym będzie to „szczęśliwa wina”, która opłaci się w życiu i wieczności.

* cena brutto + koszt dostawy