Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv

Tylko mi nie mów, że mnie nie urodziłaś!

Było lato 1987. Czekaliśmy na autobus na biłgorajskim rynku. Marcin miał trzy lata, niedawno zaczął płynnie mówić. Trzymałam go na kolanach i przekomarzaliśmy się. W pewnym momencie zapytał: „Czy to prawda, że ty nie jesteś moją matką?” Nie powiedział „mamą”, jak zwykle mówią trzylatki; powiedział „matką” i dla mnie stało się jasne, że zanim zdążyłam mu sama o tym powiedzieć, zrobili to koledzy z wioskowego podwórka, a może starsze rodzeństwo.

Odpowiedziałam: „Jestem twoją mamą, chociaż to nie ja cię urodziłam”. „Phi, to ciekawe, kto mnie urodził?” W tym drugim pytaniu było i zaskoczenie, i próba odrzucenia mojej odpowiedzi, i ciekawość, i chęć zdystansowania się do całej tej sytuacji, i jedno wielkie NIEZROZUMIENIE.
Potem próbowałam to jakoś poukładać w tej jego trzyletniej główce. Mówiłam to, co zwykle w takich sytuacjach się mówi, że urodziła go inna mama, że nie może się nim zajmować, że teraz… Tu mi przerwał: „Teraz ty jesteś moją mamą i będziesz zawsze”. Mocno go przytuliłam i pomyślałam, że najtrudniejsze poza mną.
Kiedyś zimą wracaliśmy z gór przepełnionym autobusem. Starsze dzieci siedziały na swoich miejscach, Marcin spał na moich kolanach. Obudził się i wrzasnął na cały autobus: „Tylko mi nie mów, że mnie nie urodziłaś!” Zanim go utuliłam, powtórzył to jeszcze trzykrotnie. A potem były problemy z zasypianiem, poogryzane do krwi palce u rąk i nóg. Chodził już wtedy do szkoły, z powodu ran nie mógł trzymać długopisu i nadal w nocy gryzł palce. Zdarzało się, że nie mogąc zasnąć, schodził na dół, przytulał się, płakał i pytał: „Dlaczego oni mnie nie chcieli?” Płakałam razem z nim.
Wioska Dziecięca
Biłgorajska Wioska Dziecięca ruszyła w sierpniu 1983 r. O tym, że powstaje taka placówka, dowiedziałam się z prasy jesienią 82. Uczyłam wówczas geografii w jednym z warszawskich liceów i do głowy by mi nie przyszło, że mogłabym robić cokolwiek innego. Lubiłam uczyć, lubiłam wędrować z moimi uczniami po Polsce, lubiłam moich uczniów i lubiłam tę szkołę. I nagle jeden artykuł cały ten porządek wywrócił do góry nogami. Więcej, ja wiedziałam, że powinnam tam pójść, i że to się stanie. Jeszcze tego samego dnia powiedziałam dyrektorowi, że od przyszłego roku szkolnego będzie miał wolny etat geografa. Odeszłam nawet wcześniej, bo tego wymagało przygotowywanie się do roli matek zastępczych.
Bez ojca?
O Wioskach Dziecięcych napisano już sporo. Znana jest historia tych placówek i założenia, w oparciu o które działają. Na początku lat 80-tych wystarczyła mi informacja, że w ramach placówki tworzone są rodziny zastępcze dla sierot (głównie społecznych) i że głową rodziny będzie zastępcza matka. Założyciel nie przewidział w niej miejsca dla zastępczego ojca. Mnie ta sytuacja odpowiadała, własnej rodziny nie miałam, dobiegałam 40-tki. A jednak jednym z dwóch pytań, jakie zadałam organizatorom, było: dlaczego bez ojca? Usłyszałam, że jest to oparte o model austriacki i że w Polsce powinno się przyjąć, bo 50% Rodzinnych Domów Dziecka prowadzonych u nas przez małżeństwa rozpada się z powodu zastępczych ojców – nie wytrzymują, odchodzą, rodziny rozpadają się, często także ich własne. (Drugie pytanie dotyczyło wychowania dzieci w wierze katolickiej – chciałam mieć gwarancję, że nikt mi w tym nie będzie przeszkadzał.)
Ani przez chwilę nie pomyślałam, że może to być zadanie ponad moje siły. Ja miałam sobie poradzić! W Wiosce Dziecięcej w Biłgoraju przeżyłam z dziećmi 14 lat. Łatwo nie było z wielu powodów, a trzy podstawowe z nich to: 1. problemy wychowawcze z dziećmi 2. nagromadzenie się tych problemów na niewielkim obszarze 3. brak ojca. Dość szybko pozbywałam się złudzeń dotyczących moich możliwości.

 

więcej w wydaniu papierowym

* cena brutto + koszt dostawy