Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

Hiszpania: radykalny feminizm jak religia

Z Małgorzatą Wołczyk – publicystką tygodnika Do Rzeczy, specjalizującą się w tematyce hiszpańskiej – rozmawia Dariusz Hybel

■ Wskazuje Pani, że warto spoglądać na współczesną Hiszpanię, bo jest ona swoistym papierkiem lakmusowym tego, dokąd zmierza Europa. Dlaczego?
Może się mylę, w końcu nie jestem historykiem, ani filozofem idei, ale wydaje mi się, że w Polsce nie doceniamy roli Hiszpanii i jej wpływu na losy świata. Przypomnijmy sobie tylko Rekonkwistę Półwyspu, która zatrzymała inwazję Muzułmanów na Europę, ale też wyprawę Kolumba i odkrycie Ameryki czy też wreszcie krwawą Wojnę Domową w Hiszpanii, która okazała się preludium do II Wojny Światowej. Hiszpania ma wyjątkową pozycję geopolityczną, jest pomostem między Europą a Amerykami, jest przedmurzem chrześcijaństwa czy też post-chrześcijaństwa wobec Afryki. Dziś znów jest miejscem „sejsmicznym” politycznie z uwagi na silny konflikt między prawicą, konserwatystami, którzy coraz bardziej stanowczo sprzeciwiają się silnym tendencjom lewicy liberalnej i tzw. globalistów. Jakaś część społeczeństwa po latach dyktatu lewicy wyartykułowała swój sprzeciw i zaczyna mieć dość. Iskra już padła, oby roznieciła pozytywne zmiany na Zachodzie.

■ Obecny rząd premiera Pedro Sancheza,
który związany jest z Hiszpańską Socjalistyczną Partią Robotniczą, współtworzą lewacki Podemos, ale także komuniści. W Polsce to nie do pomyślenia, by krajem współrządzili komuniści. Co się stało, że Hiszpanie głosują na tak skrajne ugrupowania? Tym bardziej, że jest to stała tendencja.
Po pierwsze trzeba wciąż przypominać, że generał Franco zwyciężył komunistów hiszpańskich w wojnie w polu, ale przegrał z kretesem wojnę propagandową. Lewica bardzo szybko napisała historię na nowo, zakłamała pamięć historyczną, wsączyła do głów, że „demokraci” walczyli z faszyzmem, który „zamachnął się” na legalną władzę i doprowadził do wybuchu wojny domowej. Potem był już klasyczny marsz przez instytucje aż do strukturalnego zabezpieczenia pozycji. Lewica i skrajna lewica czuje się jedynym reprezentantem „wartości demokratycznych”, a kto śmie w to wątpić ten „faszysta”. I dlatego czymś niejako naturalnym były słowa wygłoszone równo miesiąc temu przez ministrę pracy Yolandę Diaz: że komunizm to synonim demokracji i równości. Dziś w koalicyjnym rządzie jest aż 5 ministrów, którzy wywodzą się z tych formacji (PCE -Komunistyczna Partia Hiszpanii i PODEMOS) i publicznie bronią zdobyczy komunizmu. Zresztą socjaliści niewiele im w tej apologii komunizmu ustępują.

Zachęcamy do zapoznania się z szerszą argumentacją w wydaniu papierowym

* cena brutto + koszt dostawy