Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

Jego ratunek jest zawsze możliwy

Z dr Alicją Zagrodzką – pedagogiem, wykładowcą, członkiem Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR – rozmawia Dariusz Hybel

  • Wspólnota, z którą jest Pani związana, głosi jasny przekaz: „Każde trudne małżeństwo jest do uratowania”. Ponieważ nie ma „łatwych małżeństw”, można powiedzieć, że każde małżeństwo jest do uratowania.

Dlaczego jednak tak się nie dzieje?
Ponieważ jesteśmy tylko ludźmi. Przekonanie, że „każde trudne małżeństwo jest do uratowania”, we Wspólnocie Trudnych Małżeństw SYCHAR bierze się z zaufania do Boga, nie do naszych ludzkich możliwości. To On stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, On wymyślił małżeństwo i On jest Miłością. Ufamy, że On chce i że jest w stanie uratować każde małżeństwo. Nie każdy jednak chce z Bożej pomocy skorzystać – a bez niej trudno przebaczyć, dochować wierności, przyjąć odpowiedzialność. Trudno kochać.

  • W Polsce rośnie liczba rozwodów. Jakie są najważniejsze przyczyny takiego stanu rzeczy?

Masowy rozpad małżeństw rozprzestrzenia się jak epidemia. Trzymając się metafory – z zachodu przyszły do nas zarazki, a organizmy mamy słabe moralnie, psychicznie i duchowo, mało odporne, więc chorujemy. Jestem przekonana, że byłoby u nas mniej rozwodów, gdybyśmy mieli więcej wiary. Wskazuje na to przykład Bośni i Hercegowiny, gdzie jest zadziwiająco niski wskaźnik rozwodów – tam przygotowanie do małżeństwa to przygotowanie na przyjęcie swojego krzyża… Wydaje mi się, że mogłoby to wiele zmienić, gdyby nasi księża w kontaktach z narzeczonymi i z małżonkami w kryzysie kierowali się przede wszystkim wiarą: szukaniem Bożej woli i Bożych obietnic. Kiedy księża kierują się przede wszystkim powierzchownym współczuciem, zbyt łatwo – moim zdaniem – zgadzają się na sakrament małżeństwa, a potem sugerują stwierdzenie nieważności tego sakramentu. Rosnąca liczba spraw w sądach biskupich to według mnie także objaw chorobowy powiązany z epidemią rozwodów. Potrzebni są księża odważni jak św. Jan Chrzciciel, który upomniał Heroda: „Nie wolno ci mieć żony twego brata” (Mk 6,18). Stracił życie w obronie małżeństwa. Jezus nazwał go największym z proroków…

  • Sytuacje małżonków po rozwodach są przeróżne. Bywa, że żyją samotnie albo jedno z nich jest w nowym związku. Mają dzieci w swoim związku małżeńskim bądź nie. Mają dzieci w nowych związkach bądź nie. Różnorodność uwarunkowań jest bardzo duża. Od czego powinien zacząć współmałżonek, który uświadomił sobie, że żyjąc w nowym związku żyje w grzechu i naruszył fundamentalną zasadę wierności?

Myślę, że jeśli zdał sobie sprawę, że żyje w grzechu, to najtrudniejsze już za nim i ta prawda go wyzwoli. Świadomość życia w grzechu, zwłaszcza w grzechu ciężkim, który zagraża zbawieniu, to przecież potężny konflikt wewnętrzny. Prędzej czy później taka świadomość prowadzi do pragnienia, żeby się z grzechu wyrwać. Sama nie lubię wypowiadać się z pozycji autorytetu ani nie lubię, kiedy ktoś inny mówi mi, co powinnam zrobić, ale jest jeden wyjątek – nie razi mnie, kiedy robi to duszpasterz, bo uważam, że ma prawo pouczać swoje owieczki. I podoba mi się, jeśli ksiądz w takiej sytuacji mówi jasno i dobitnie, jak św. Jan Chrzciciel: powinien pan zerwać z grzechem i zacząć kochać, czyli rozstać się z tą kobietą, chociaż ma pan z nią dzieci, i wrócić do żony. Dopóki pan tego nie zrobi, będzie pan krzywdził wszystkich: i żonę, i tę kobietę, i dzieci, i samego siebie – taka jest np. wymowa listu ks. Aleksandra Woźnego (którego proces beatyfikacyjny jest w toku) do parafianina, który uwikłał się w nowy związek. Od siebie mogę powiedzieć, co ja robię, kiedy orientuję się, że żyję w grzechu albo balansuję na jego krawędzi: spowiadam się i proszę Boga o ratunek. I wiele razy przekonałam się, że dopóki grzeszę, jestem wewnętrznie rozedrgana i smutna, a kiedy decyduję się zerwać z grzechem albo z sytuacją, która mnie na grzech naraża, odzyskuję pokój i radość.

czytaj więcej w wydaniu papierowym

zamów prenumeratę

* cena brutto + koszt dostawy