Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

„Legalna aborcja to co innego”

Jestem przeciwnikiem aborcji, ale…

Co za wyrafinowanie! Podobny do niego mit mógłby brzmieć: „legalny gwałt to co innego” albo „legalna kradzież to co innego”. Zresztą bywało tak w historii, że gwałt czy kradzież nie tylko nie były przestępstwem, ale traktowano je chwalebnie. Wystarczy sobie uświadomić, co działo się podczas Rewolucji Francuskiej czy Sowieckiej. „Legalne” zabójstwa arystokratów, duchownych, intelektualistów czy „legalny” zabór mienia bogatszych były powodem do dumy. A ci, którzy się tego dopuszczali byli wychwalani i nagradzani.

Poparcie, ale czego?

W kwietniu br. Gazeta Wyborcza opublikowała sondaż, z którego wynika, że w Polsce wzrosła liczba zwolenników prawa do aborcji na żądanie. Takie rozwiązanie popierać ma 58% respondentów, przeciwnego zdania jest 35% pytanych. Badanie zostało przeprowadzony w dniach 4-9 kwietnia 2019 przez firmę Kantar dla Gazety Wyborczej (próba 1,6 tys. osób). Zostawmy na boku kwestię, czy opublikowane procenty rzeczywiście oddają stosunek Polaków do legalizacji aborcji i na ile zależą od zleceniodawcy sondażu.
Wyniki badania były publikowane i komentowane w różnych mediach. Na portalu natemat.pl czytelnicy wyrazili oburzenie, które jest doskonałą ilustracją mitu „legalna aborcja to co innego”. Artykuł, w którym zaprezentowano badania, miał w tytule zawarte zdanie: „Coraz więcej Polaków jest za aborcją” (potem tytuł został zmieniony i pojawiło się w nim stwierdzenie: „Takiego poparcia dla aborcji na żądanie nie było w Polsce od lat”)*.

Jeden z czytelników natychmiast wychwycił różnicę: „Znowu kretyński tytuł – badanych nie pytano o poparcie dla aborcji na żądanie tylko o PRAWO DO aborcji”. Kolejna osoba napisała: „Słuszna uwaga, chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie jest zwolennikiem aborcji, eugeniki i ogólnie majstrowania przy płodach, jeśli nie zachodzi taka potrzeba”, a jeszcze inna stwierdziła: „Jest ogromna różnica w byciu „za aborcją” a byciem za „prawem do niej”, tak duża, że za tym drugim mogą nawet być osoby wierzące, te po prostu same aborcji nie zrobią, ale nie odmawiają innym, którzy mają inny pogląd w tej sprawie”.
W samym tekście redakcja natemat.pl także nie odróżniała poparcia dla aborcji od poparcia dla prawa do aborcji. Obie rzeczywistości utożsamiła, co oburzyło czytelników portalu (np. „Ostatni raz podobne poparcie dla aborcji zaobserwowano w latach 90-tych w czasie rządów Hanny Suchockiej. Premier wprowadziła wówczas restrykcyjne prawo aborcyjne”).

Jaka różnica?

Z punktu widzenia jednostki istnieje różnica, czy popiera ona aborcję czy tylko prawo do aborcji. Najczęściej pojawia się wówczas argument, że sama by jej nie dokonała („Nie chcesz aborcji, to jej nie rób”), ale nie będzie zabierała innym prawa do aborcji. Czyli osobisty stosunek do aborcji to jedno, ale legalna aborcja dostępna dla innych to co innego. Powinna być dopuszczona.
Z punktu widzenia państwa, którego fundamentalną strukturą i wyznacznikiem działania jest obiektywne prawo (a nie subiektywna opinia jednostki), powyższe podejście nie ma żadnego znaczenia. Popierając bowiem prawo do aborcji, popieramy de facto aborcję, tyle że u… innych.

czytaj więcej w wydaniu papierowym

* cena brutto + koszt dostawy