Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

„Lepiej żeby nie istniało, niż żyło chore”

Jestem przeciwnikiem aborcji, ale…

W starożytnym Rzymie, Atenach czy Sparcie powszechne dokonywano dzieciobójstwa, gdy po urodzeniu potomka okazało się, że jest on chory.
Jedną z metod było porzucanie dziecka na pewną śmierć. Znany jest przekaz Plutarcha (przełom I/II w.) o obyczajach Spartan: „Gdy rodziło się dziecko, ojciec nie był w prawie chować go, brał je i zanosił na miejsce spotkań, gdzie zasiadali najstarsi spośród członków tej samej fyli (jednostka terytorialna – przyp. DH). Oni to badali noworodka. Jeśli miał prawidłową budowę i był silny, nakazywali go żywić. Jeśli niemowlę miało wadliwą budowę, odsyłali je na miejsce zwane Apothetai, będące urwiskiem w górach Tajgetu. Sądzili bowiem, że lepiej było dla niego samego i dla polis, aby nie żyło to, co od samego początku nie miało zdrowia i siły”. Choć historycy mają wątpliwość co do pełnej autentyczności przekazu Plutarcha, istnieje także wiele innych starożytnych świadectw o praktyce dzieciobójstwa w przypadku chorych – ale także zdrowych – dzieci (np. u Arystotelesa czy Platona).

Bo nie mieli nowoczesnej diagnostyki
Wielu ludzi oburza się na okrucieństwo starożytnych. Skoro noworodki urodziły się chore, powinny mieć zapewnioną opiekę lekarską. To zrozumiałe podejście w naszej kulturze, która tak wiele troski i wsparcia okazuje niepełnosprawnym dzieciom i dorosłym. Ale czy oburzenie byłoby tak samo duże, gdyby starożytni mieli dostęp do nowoczesnych urządzeń diagnostycznych typu USG i zabijali chore dzieci już w łonach matek? Przecież we współczesnym świecie aborcja z powodu choroby płodu odbywa się na masowa skalę. I w ogromnej większości państw uznawana jest za niezbywalne prawo kobiety albo rodziców.
„Światłe” społeczeństwa Zachodu nie różnią się pod tym względem od okrutnych Spartan, Greków czy Rzymian zabijających niechciane dzieci. Po prostu – dzięki rozwojowi technologii medycznych – przesunięto współcześnie tylko etap, w którym dokonuje się „likwidacji” chorego dziecka. Dzieje się to w wygodnych salach szpitalnych, sterylnie, w tzw. cywilizowanych warunkach, zgodnie ze sprawdzonymi procedurami. No i „nie ma żadnego zabijania”, ale co najwyżej „zastosowanie farmakologicznej indukcji poronienia”.

Brak logiki
Zwolennicy przerywania ciąży posługują się argumentami w stylu: lepiej, żeby dziecko nie istniało, niż żyło chore, albo: nie można nikogo zmuszać do przyjęcia chorego dziecka. Promotorzy aborcji ograniczają się do zabijania na etapie prenatalnym. Kiedy dziecko już urodzi się, na szczęście nie postulują jego „likwidacji”, ale… leczenie a – w najcięższych przypadkach – opiekę paliatwno-hospicyjną. Gdzie tu logika, by chore dziecko w łonie matki zabijać a urodzone chore leczyć?
Przykładem braku logiki jest wypowiedź rodziców bardzo chorego dziecka, którego aborcji nie chciał się dopuścić prof. Bogdan Chazan w słynnej sprawie z 2014 r. Dziecko (nota bene poczęte in vitro) urodziło się żywe i po 10 dniach zmarło. Oskarżając prof. Chazana i komentując całą sprawę powiedzieli: „My też jesteśmy katolikami i też jesteśmy przeciwni zabijaniu zdrowych płodów”. Postulowali jednocześnie możliwość abortowania tych chorych. Rodzice ci stworzyli sobie jakąś własną wersję „katolicyzmu”, który jest sprzeczny z katolicyzmem, będącym w łączności z Rzymem, nakazującym szacunek dla każdego dziecka poczętego. Ów „katolicyzm” jest także sprzeczny z moralną normą ogólnoludzką, by nie zabijać dzieci niepełnosprawnych na żadnym etapie ich rozwoju.

czytaj więcej w wydaniu papierowym

zamów prenumeratę

* cena brutto + koszt dostawy