Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

Mój papież

To było w czwartej klasie liceum. Zbliżała się matura, a ja czytałem wydaną rok wcześniej przez „Znak” książkę André Frossarda „Nie lękajcie się”. Rozmowy z Janem Pawłem II. Nie wszystko z niej rozumiałem, ale olśnił mnie zwłaszcza jeden fragment, w którym zobaczyłem swoją drogę wiary – chłopaka wychowanego na małopolskiej wsi przez dom, parafię i… Jana Pawła II.
Piszę ten artykuł na tydzień przed setnymi urodzinami Karola Wojtyły, więc pozwólcie, że będzie nieco bardziej osobiście: małe świadectwo zrodzone z wielkiej wdzięczności.

Ojciec
Nigdy w życiu nie miałem okazji spotkać Ojca Świętego z bliska, ale zawsze (i tak jest do dziś) czułem, jakby był moim drugim – a w niektórych sprawach nawet pierwszym – ojcem. Nie pamiętam, czy o wyborze Karola Wojtyły dowiedzieliśmy się już 16 czy dopiero 17 października, bo przecież nie było wtedy całodobowych kanałów informacyjnych. Zaczynałem siódmą klasę podstawówki. Ale już 22 października na naszym czarnobiałym telewizorze oglądaliśmy transmisję inauguracji pontyfikatu.
8 czerwca 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, wcześnie rano pojechaliśmy białym Fiatem 125p z rodzicami i rodzeństwem do Nowego Targu. Staliśmy daleko od ołtarza, ale papież przejeżdżał wtedy między sektorami tą przerobioną na otwarte auto ciężarówką, więc machaliśmy entuzjastycznie do niego, bo wydawało się nam, że widzi każdego. Z tamtego spotkania najbardziej zapamiętałem potężną burzę z ulewą, która zerwała się już po mszy, przechodzenie w bród przez jakiś potok i długą wędrówkę na parking, gdy pomyliśmy kierunek i musieliśmy nadłożyć trochę kilometrów.

„Czuwam“
Cztery lata później, w sobotę, 18 czerwca 1983 r., wraz z przyjaciółmi z naszej licealnej klasy przez cały dzień czekaliśmy na placu przed jasnogórskim klasztorem na wieczorny apel maryjny Ojca Świętego z młodzieżą. To była już inna Polska i my rozumieliśmy więcej po młodzieńczym doświadczeniu czasu „Solidarności” oraz dogasającego wtedy stanu wojennego. Nieraz potem myślałem, że jednym z pierwszych cudów Jana Pawła II była liczba ludzi, którzy potrafili się wtedy zmieścić w pociągach: podróż do Częstochowy przeżyłem, siedząc przygarbiony na półce bagażowej. Ale wieczorem czuliśmy się tak, jakbyśmy naprawdę rozmawiali z papieżem, przerywając jego rozważanie niezliczoną ilość razy oklaskami i przelewającymi się przez plac jak fale okrzykami. Bardzo mocno i na długo zapadły mi w serce końcowe fragmenty rozważania, osnute wokół słowa „czuwam”. Słuchałem ich później wiele razy, puszczałem nagranie moim uczniom, niby to ucząc ich sztuki retorycznej, czytam je dla siebie także teraz: „Co to znaczy: «czuwam»? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. (…) Moi drodzy przyjaciele! Do was, do was należy położyć zdecydowaną zaporę demoralizacji (…) Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Doświadczenia historyczne mówią nam o tym, ile kosztowała cały naród okresowa demoralizacja. Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. A więc: czuwajcie!

czytaj więcej w wydaniu papierowym

* cena brutto + koszt dostawy