Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

„Muszę dać dziecku szansę”

Kim i Phil, oprócz trójki biologicznych dzieci (jedno właśnie w brzuchu mamy), mieli trójkę dziewczynek, które zaadoptowali tuż przed Bożym Narodzeniem. Jedna z nich 7-letnia Josie urodziła się bez rąk i nóg. Rodzina żyła w mieście Tonawanda w stanie Nowy York (USA).

Radosny czas
zakłóciły nudności i bóle głowy, które odczuwała Kim. Pomyślała, ze to objawy grypy. Gdyby nie to, że była brzemienna, z pewnością nie zwróciłaby na nie szczególnej uwagi. Zatroskana o los synka umówiła się na wizytę w ośrodku zdrowia.
Prowadzący ją lekarz po wykonaniu badań przekazał złe wieści: u Kim wykryto glejaka. Rozpoznano dwa guzy mózgu IV stopnia… Była w 20 tygodniu ciąży. Miała dopiero 36 lat. To był szok, tym bardziej, że kobieta zawsze przykładała wagę do zdrowego trybu życia, troszcząc się o dobre pożywienie i dostarczenie organizmowi potrzebnych witamin. Kuchenka mikrofalowa – tak popularna w wielu domach – od 10 lat znajdowała się w garażu państwa Vaillancourt.

Lekarze,
oceniając sytuację oraz robiąc wszystko by ratować życie Kim – operacja i czekające kobietę po zabiegu leczenie – zalecili aborcję. Jednak Kim była zdeterminowana, by urodzić dziecko. Ono było dla niej priorytetem.
Glejak co roku występuje u ok. 17 tys. Amerykanów. Jednak ten rodzaj guza rzadko pojawia się u kobiet w ciąży. Z reguły – tak, jak w przypadku Kim – lekarze zalecają aborcję i natychmiastową terapię.
W rozmowie z dziennikarzem lokalnej stacji matka powiedziała, że „musi dać szansę dziecku”. Po operacji usunięcia guzów mózgu powinna przejść regularną chemioterapię i radioterapię. Bez natychmiastowego leczenia glejaki potrafią się znowu pojawić, nawet w ciągu 6 – 12 tygodni.
Jednak Kim zdecydowała się opóźnić leczenie ze względu na syna. Jak powiedziała: „Dziecko ocaliło mnie. Teraz moja kolej, by je ocalić”. Matka nie ma wątpliwości, że żyje dzięki dziecku, gdyż fakt, że była w ciąży zdopingował ją do pójścia do lekarza.
„Modliliśmy się dużo przez następne klika tygodni, ufając Bogu, że na skanach mózgu nic się nowego nie pojawi” – powiedział Phil Vaillancourt.

Chłopiec,
którego rodzice nazwali Wyatt Eli (co jak tłumaczą znaczy: „mały wojownik zesłany przez Boga”), urodził się zdrowy 8 kwietnia 2016 r., w 8 miesiącu od poczęcia. Został otoczony miłością i troską nie tylko przez rodziców i rodzeństwo, ale także wielu przyjaciół, którzy byli przejęci jego losem i stanem zdrowia mamy.
Kim poddała się chemioterapii i radioterapii wkrótce po urodzeniu syna, mając nadzieję, że guzy się nie pojawią. Phil musiał wrócić do pracy, gdyż skończył się jego urlop. Rodzice korzystali więc z pomocy opiekunki, otrzymując cały czas wsparcie – także finansowe – od znajomych i przyjaciół.
Kim i Phil są chrześcijanami. Nie tracą nadziei, że wszystko zakończy się dobrze, choć średnia długość życia ludzi, u których zdiagnozowano poważną postać glejaka, wynosi tylko 14 miesięcy.
„Mam nadzieję, że go pokonam i za 30 lat powiem, że wygrałam” – zwierzyła się Kim w mediach tuż po urodzeniu syna i rozpoczęciu terapii. A jej mąż dodał: „Zdecydowanie wierzymy w cuda”.

Niestety,
niedługo po tej rozmowie nastąpił nawrót choroby. W maju 2016 r. Kim Vaillancourt została poddana kolejnej terapii. Lekarze stwierdzili, że kolejna operacja zagrażałaby bezpośrednio jej życiu.
Jenna Koch, przyjaciółka Kim jeszcze z czasów szkolnych i rzeczniczka rodziny, podziękowała wszystkim ludziom dobrej woli za niezliczoną pomoc, którą otrzymała rodzina Vaillancourtów „podczas ich podróży”. I dodała: „To wzruszające dowiedzieć się o modlitwie ludzi z całego kraju w intencji tej pięknej rodziny”. Ziemska podróż Kim wciąż trwa. Towarzyszy jej nadzieja i wiara w Boga. Pamiętajmy w naszych modlitwach o tej bohaterskiej matce.

czytaj więcej w wydaniu papierowym

zamów prenumeratę

* cena brutto + koszt dostawy