Fundacja głos dla życia

adv
adv
adv
adv

Produkcja dzieci ma się dobrze

Kiedy w ubiegłym roku przeżywaliśmy tzw. pierwszą falę koronawirusa, media obiegła szokująca informacja z Ukrainy: około 100 dzieci, wyprodukowanych w tamtejszych klinikach reprodukcji zastępczej, nie mogło zostać odebranych przez pary, które je zamówiły.

W tej sytuacji jeden z bardziej znanych ośrodków ukraińskich – klinika BioTexCom z Kijowa nagrała filmik, by uspokoić „rodziców” i pokazać, że zamówione dzieci mają się dobrze. Obrazy, które obiegły świat, były jednak wstrząsające. Na jednej sali, w ruchomych łóżeczkach znajdowało się 46 maluchów niedługo po urodzeniu, czekających na odbiór. Ale odbiór nie następował. Pandemia koronawirusa spowodowała zamknięcie granic poszczególnych państw i mocno ograniczyła możliwości podróżowania.

Biznes na Ukrainie
O Ukrainie mówi się, że jest mekką „medycyny” reprodukcyjnej. Funkcjonuje w tym kraju kilkadziesiąt klinik, w których ludzie z całego świata mogą zamówić sobie dziecko. W BioTexCom 99% maluchów „idzie” na zagranicę. Podobnie jest w innych ośrodkach.
To potężny, lukratywny biznes. Jego istnienie umożliwia ukraińskie prawo sprzyjające produkcji dzieci. W wielu krajach Zachodu tzw. macierzyństwo zastępcze jest zabronione, np. w Niemczech, Francji, na Węgrzech, we Włoszech. Tak jest również w Polsce, gdzie obowiązuje rzymska zasada „Mater semper certa est”: „Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła” (K.R.O art. 61.9).
Popularność biznesu reprodukcyjnego w Ukrainie wynika z jeszcze jednego powodu – usługi in vitro czy surogacji są tam tanie w porównaniu z takimi krajami jak USA, Wielka Brytania czy Finlandia. Zwłaszcza, jeśli chodzi o białe kobiety, co dla wielu klientów jest rzeczą fundamentalną. Nie chcą korzystać z tanich usług kobiet z Indii czy Tajlandii, które mogłyby być dawczyniami komórek jajowych albo świadczyć usługi surogacji.

Zachęcamy do zapoznania się z szerszą argumentacją w wydaniu papierowym

* cena brutto + koszt dostawy